Efekt betonu na ścianie: farba, tynk czy mikrocement?

Beton na ścianie bywa zamawiany jako ciepły. Brzmi jak sprzeczność, a jest bardzo precyzyjnym zamówieniem: chodzi o surowość powierzchni bez tej szpitalnej, sinawej szarości, którą większość ludzi ma w głowie, kiedy myśli o betonie.
Do takiego efektu prowadzą co najmniej trzy drogi i różnią się między sobą bardziej, niż wynikałoby ze zdjęć na Pintereście. Inna technologia, inna trwałość, inny rachunek. Warto wiedzieć, co się właściwie zamawia.

Farba strukturalna, czyli imitacja
Najtańsze wejście w temat. Kupujesz gotowy produkt w markecie budowlanym, nakładasz wałkiem albo pacą z tworzywa i po dwóch przejściach masz ścianę, która z drugiego końca pokoju wygląda betonowo. Z pół metra przestaje.
Problem polega na tym, że faktura w farbie strukturalnej jest płytka. Wypełniacz daje szorstkość, ale nie daje głębi, więc światło padające bokiem nie ma się na czym załamać. Ściana czyta się jako pomalowana, nie jako zrobiona z materiału.
Ma to swoje zastosowania i nie zamierzam z tego drwić. Wynajmowane mieszkanie, pokój nastolatka, ściana, którą za dwa lata i tak chcesz zmienić — farba jest tu rozsądnym wyborem. Robisz to sama w weekend i nie płacisz nikomu za robociznę.
Tynk dekoracyjny, czyli prawdziwa faktura
Tu wchodzimy w materiał mineralny nakładany pacą stalową, warstwa po warstwie. Efekt betonu wymaga trzech albo czterech przejść, z których każde ma inne zadanie: pierwsze wyrównuje, kolejne budują nierówności, ostatnie ściąga nadmiar i odsłania to, co jest pod spodem.

Efektem jest powierzchnia o realnej, wyczuwalnej pod palcami głębi. Przy świetle padającym z boku widać przetarcia, smugi i drobne kratery, które w prawdziwym betonie biorą się z powietrza w mieszance. Ściana zmienia się w ciągu dnia razem ze słońcem i to jest właśnie ta rzecz, za którą się płaci.
Kolor uzyskuje się pigmentem dodawanym do masy, więc odcień siedzi w materiale, a nie na jego powierzchni. Można zejść z szarości w stronę piaskową, kremową albo bardzo ciemną, prawie grafitową. Ta ciepła wersja to zwykle szarość złamana ochrą.
Tynk dekoracyjny w efekcie betonu bywa mylony ze stiukiem weneckim i to dwie różne rzeczy. Stiuk poleruje się do połysku i buduje głębię przez przezierność warstw, opisałam to dokładnie w tekście o stiuku weneckim. Beton idzie w przeciwną stronę, w matowość i surowość.
Mikrocement, czyli powłoka techniczna
Najmocniejsza opcja i najdroższa. Mikrocement to system kilku produktów: podkład wiążący, dwie warstwy masy cementowo-polimerowej, szlif, potem dwa albo trzy lakiery poliuretanowe. Całość tworzy powłokę o grubości poniżej trzech milimetrów, która jest twarda i wodoszczelna.
Ta twardość otwiera zastosowania, których tynk nie obsłuży. Mikrocement wchodzi na podłogę, na blat w kuchni, na obudowę wanny i na ścianę w kabinie prysznicowej. W tym samym odcieniu, bez jednej fugi, co w małej łazience robi ogromną różnicę wizualną i praktyczną.

Kosztem jest czas i wymagania wobec podłoża. Realizacja rozkłada się na kilka dni, bo między warstwami trzeba czekać, a lakier potrzebuje kilku dni na pełne utwardzenie, zanim powierzchnia zniesie normalne użytkowanie.
Podłoże decyduje o wszystkim
Żadna z tych technik nie ukryje ściany w złym stanie. Odwrotnie, tynk i mikrocement bezlitośnie pokazują falowanie tynku, bo powierzchnia matowa i fakturalna łapie każdą krzywiznę przy świetle bocznym. Farba wybacza więcej, ale też nie cuda.
Kolejność jest zawsze taka sama: sprawdzenie przyczepności starej powłoki, uzupełnienie ubytków, wyrównanie gładzią, szlif, odpylenie, grunt. Rozpisałam to krok po kroku w tekście o przygotowaniu ściany pod tynk dekoracyjny. Jeśli ktoś wycenia Ci mikrocement bez obejrzenia ściany, to zła prognoza.
Ile to kosztuje
Ceny podaję za metr kwadratowy ściany, brutto, z materiałem i robocizną. Przygotowanie podłoża wyceniam osobno, w zależności od stanu ściany. Zwracaj na to uwagę przy porównywaniu ofert, bo część wykonawców podaje kwoty netto i przy stawce rzędu trzystu złotych różnica robi się poważna.
Farba strukturalna, kładziona samodzielnie, zamyka się w 60–90 zł i jest to głównie koszt materiału. Tynk w prostym, jednolitym efekcie betonu: 170–250 zł. Ten sam tynk w wersji ręcznej, z budowanymi przetarciami i nieregularną fakturą: 250–330 zł. Mikrocement na ścianie, wraz z lakierowaniem: 300–450 zł, a w łazience z dużą liczbą narożników i detali do 600 zł.
Różnica między pierwszą a ostatnią pozycją wynika głównie z liczby warstw i czasu. Przy mikrocemencie płacisz nie za materiał, tylko za sześć dni pracy na jednej ścianie. Zasady wyceny mam takie same jak przy muralach, opisałam je w cenniku.
Co wybrać do czego
Salon, sypialnia, przedpokój, gdzie ściana ma wyglądać i nic więcej: tynk dekoracyjny. Najlepszy stosunek efektu do ceny i pełna swoboda w odcieniu.
Łazienka, kuchenna zabudowa, podłoga, wszędzie gdzie powierzchnia będzie moczona albo dotykana: mikrocement. Nie ma tu sensownej alternatywy w tym wyglądzie.
Mieszkanie na wynajem albo ściana na próbę: farba strukturalna, samodzielnie, bez wyrzutów sumienia.

Jeśli gubisz się w nazwach, bo w ofertach wykonawców krąży ich kilkanaście na tę samą rzecz, mam osobny tekst porządkujący terminologię: słowniczek technik dekoracyjnych. Przydaje się przy porównywaniu wycen, bo dwie firmy potrafią pod tym samym hasłem sprzedawać dwie zupełnie różne technologie.
A wracając do ciepłego betonu: w tynku, w szarości złamanej ochrą, wychodzi dokładnie to, o co ludziom chodzi. Sprzeczność tylko pozorna.
Joanna Kruza — murale i dekoracyjne techniki ścienne. Absolwentka ASP. Działam w Krakowie i Warszawie.